
Ma tysiące występów na najważniejszych scenach operowych świata. Dziś coraz częściej staje po drugiej stronie - jako pedagog. Podczas Mistrzowskiego Kursu Wokalnego w Operze Nova wybitny polski baryton prof. Andrzej Dobber pracuje z młodymi śpiewakami nad tym, co w sztuce najtrudniejsze do uchwycenia: połączeniem techniki, świadomości i prawdziwego artyzmu.
W Operze Nova gościliśmy Pana już jako jurora Konkursu Wokalnego im. Bogdana Paprockiego. W tym sezonie artystycznym wystąpił Pan na naszej scenie w tytułowej roli opery „Rigoletto” Verdiego. Profesor prowadzi teraz Mistrzowski Kurs Wokalny, towarzyszący XXXII Bydgoskiemu Festiwalowi Operowemu. W której z tych ról czuje się Pan obecnie najlepiej?
Dziś najwięcej satysfakcji daje mi nauczanie. Myślę, że to naturalny etap – pewien krąg się zamyka. Najpierw sam się uczyłem, potem przez lata śpiewałem i nawet nie myślałem o tym, że mógłbym uczyć innych. Nie czułem takiej potrzeby. Z czasem jednak przyszedł moment, w którym postanowiłem zdobyć przygotowanie pedagogiczne. Obecnie pracuję w Akademii Muzycznej w Łodzi. To właśnie nauczanie zaczęło mnie najbardziej pociągać i spełniać.
Fot. Simona Skrebutėnaitė
Co wybitny polski baryton, który występował na najważniejszych scenach operowych w szerokim świecie, chce dziś przekazać młodemu pokoleniu śpiewaków?
Można występować na największych scenach świata, ale spotkanie prawdziwego mistrza, to coś wyjątkowego. A ja miałem w życiu ogromne szczęście do mistrzów - spotkałem ich wielu i czuję potrzebę dzielenia się tym doświadczeniem. Chcę przekazać wszystko to, czego sam się nauczyłem – zarówno dzięki własnej pracy, jak i spotkaniom z wielkimi: dyrygentami, reżyserami, pedagogami. Podstawą jest technika śpiewu, bo to ona pozwala śpiewać długo, zdrowo i w pełni wykorzystywać możliwości głosu. Ale technika to nie wszystko - dzięki niej można dopiero wzruszać ludzi.
Fot. Simona Skrebutėnaitė
Jak odbiera Pan młodych uczestników kursu? Widać, że Profesor pracuje z nimi w sposób bardzo partnerski.
To naturalne, że czują do mnie respekt, ale jednocześnie w pracy staram się dawać im przestrzeń. Mają prawo do błędów – to nieodłączna część nauki. Widzę, jak bardzo chcą się rozwijać i jak uważnie słuchają. To dla mnie bardzo ważne. Zawsze daję z siebie wszystko i oczekuję, że druga strona odpowie tym samym zaangażowaniem. Kluczem jest kontakt – trzeba mówić w sposób, który zainteresuje młodych ludzi, inaczej nie będą słuchać. To proste.
Czy dostrzega Pan wśród nich głosy o szczególnym potencjale?
Dziś konkurencja jest ogromna. Co roku pojawiają się setki tysięcy śpiewaków. Usłyszałem niedawno, że do studia operowego Semperoper Dresden zgłosiło się ponad 11 tysięcy osób na pięć miejsc. To pokazuje skalę. Dlatego sam głos już nie wystarcza. Kluczowy jest artyzm - coś, co wyróżnia człowieka: jego osobowość, wrażliwość - to, co „gra w duszy” i co słychać w głosie. To decyduje o tym, czy ktoś zrobi karierę, czy pozostanie tylko wykonawcą dźwięków.
Ten kurs trwa zaledwie cztery dni, ale widzę, jak uczestnicy potrafią z dnia na dzień zrobić postęp. Śpiewanie to także proces myślenia - analizowania, wyciągania wniosków. Ja dostarczam im narzędzi, a oni muszą je poukładać i przetworzyć. To daje ogromną satysfakcję.
Fot. Simona Skrebutėnaitė
Zatem 1 maja Publiczność usłyszy efekty tej pracy podczas Wieczoru operowego.
To bardzo intensywny kurs. Staram się uświadomić młodym ludziom, że muszą odnaleźć w śpiewie samych siebie. Ich ciało jest instrumentem, ale ważny jest też wyraz - nawet w spojrzeniu. Proces kształcenia śpiewaka trwa latami, bo rozwój techniczny i artystyczny musi przebiegać równolegle. Często zdarza się, że jedno wyprzedza drugie - a sztuką jest znaleźć równowagę. Bez niej trudno mówić o prawdziwym śpiewaniu. Śpiew to nie tylko wydobywanie dźwięków. To operowanie barwą, świadome budowanie frazy - to bardzo złożony proces. Dlatego lata studiów są tak ważne - to czas, w którym można świadomie ukształtować artystę. Jeśli ten proces przebiega właściwie, daje solidne fundamenty na całe życie.
Fot. Simona Skrebutėnaitė
Rozumiem, że będzie Pan obecny podczas koncertu wieńczącego kurs, czyli wspomnianego już Wieczoru operowego?
Oczywiście. Odpowiadam za swoich kursantów i chcę ich wspierać. Sam jestem ciekaw efektów tej pracy i tego, co udało się osiągnąć w tak krótkim czasie. Przed występem na pewno powiem im, żeby nie poddawali się nadmiernemu stresowi. Po latach na scenie wiem, że często sami sobie utrudniamy zadanie. Zawód śpiewaka jest wymagający – trzeba stanąć przed publicznością, pokonać własny lęk, unieść ciężar partii, a jednocześnie pozostać sobą.
Rozmawiała Justyna Tota, Opera Nova w Bydgoszczy