Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Między ruchem a materią. Rozmowa z Emilem Wysockim o kostiumach do baletu „Amerykanin w Paryżu”

Zanim kostium pojawi się na scenie, musi „spotkać się” z ciałem tancerza i jego ruchem. Emil Wysocki - jeden z najciekawszych polskich kostiumografów - opowiada o pracy nad spektaklem baletowym „Amerykanin w Paryżu” Krzysztofa Pastora, który powstaje w Operze Nova. Rozmawiamy o inspiracjach latami 50., technicznych wyzwaniach tańca, symbolicznych Cieniach Emocji i o tym, dlaczego pierwsza próba kostiumowa bywa ważniejsza niż premiera, która na scenie już 28 lutego w Bydgoszczy!

Fot. Simona Skrebutėnaitė

Spotykamy się w momencie, kiedy Pana projekty zaczynają ożywać na ciałach tancerzy. Czy pierwsze przymiarki kostiumów to jeden z Pana ulubionych etapów procesu twórczego, czy jednak największą satysfakcję przynosi efekt końcowy na premierze?

W całym procesie twórczym premiera wcale nie jest momentem, który daje mi największą satysfakcję. Dla mnie najbardziej ekscytująca jest pierwsza próba kostiumowa - chwila, kiedy wszystko zaczyna tworzyć całość. Przymiarki są momentem, w którym projekty i materiały, które wcześniej istniały tylko na papierze i w wyobraźni, nagle ożywają. Ale to spotkanie z artystami jest dla mnie zawsze najcenniejsze.

Gdyby miał Pan określić kostiumy do „Amerykanina w Paryżu” jednym zdaniem, jak by ono brzmiało?

Posłużyłbym się wskazaniem choreografa Krzysztofa Pastora, który bardzo chce, by ten spektakl niósł ze sobą radość i ulgę, był czystą przyjemnością. Myślę, że również kostiumy – stylizowane na lata 50. – wywołają w widzach wiele pozytywnych skojarzeń i wspomnień związanych z tym, jak ubierali się kiedyś ich rodzice czy dziadkowie.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

„Amerykanin w Paryżu” to tytuł silnie osadzony w konkretnym czasie i klimacie, także popkulturowym. Od czego zaczynał Pan pracę nad kostiumami - od epoki, muzyki Gershwina czy filmu, od którego chyba nie do końca da się uciec?...

Przystępując do pracy, szukałem inspiracji przede wszystkim w epoce lat 50., która w modzie jest kwintesencją klasycznej elegancji. Przeglądając albumy z archiwalnymi fotografiami czy książki z dawnymi wykrojami, można być dziś mocno zaskoczonym, jak elegancko – zwłaszcza mężczyźni – ubierali się na co dzień: spodnie w kant, koszule, klasyczne fasony. Zresztą podobnie było już w czasach wojennych. Ogromnym źródłem inspiracji jest też kino lat 50., w tym obsypany Oscarami filmowy musical „Amerykanin w Paryżu”, od którego obrazu rzeczywiście trudno uciec. Dla mnie bardzo pomocne było to, że Krzysztof Pastor wcześnie rozpoczął pracę nad choreografią – jego ruch do muzyki Gershwina pozwolił mi zrozumieć klimat spektaklu, który budują nie tylko miłość i nostalgia, ale także wiele momentów stricte rozrywkowych.

Projektuje Pan kostiumy do teatru dramatycznego, opery i baletu. Czy praca przy sztuce baletowej - tak wymagającej fizycznie - jest równie wymagająca dla kostiumografa?

Przyznaję: kostiumy baletowe są dla mnie najciekawsze ze wszystkich. Dlaczego? Ponieważ wymagają również wiedzy technicznej. Oprócz nadania im estetyki, muszę dostosować je do techniki tańca. Zawsze fascynowały mnie techniczne zagwozdki związane z kostiumem baletowym. Bardzo lubię pracować dla tancerzy, mając pełną świadomość, że w balecie na pierwszym miejscu jest ruch i ciało, a nie kostium.
 

W „Amerykaninie w Paryżu” kostiumy mają charakter bardziej realistyczny czy symboliczny? Pytam, bo w spektaklu pojawiają się też postaci wymyślone przez Krzysztofa Pastora…

To postaci, które nazywamy Cieniami Emocji. Czasami są one alter ego głównego bohatera, a czasami „everymanami” – wszystkimi naraz. W ich przypadku kostiumy mają charakter bardziej symboliczny. Początkowo proponowałem, by także one były utrzymane w stylistyce lat 50., ale szybko zdecydowaliśmy, że powinny pozostać poza tym światem, aby podkreślić ich odmienność i unikatowość.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

Na ile kostium „podąża” za choreografią i librettem Krzysztofa Pastora, a na ile sam kształtuje narrację spektaklu?

We współpracy z Krzysztofem Pastorem cenię to, że każdy z twórców ma przestrzeń, by coś od siebie wnieść. Każda postać jest osobnym indywiduum, ale zależy mi też na tym, by wszystkie funkcjonowały spójnie w ramach wizji kolorystycznej i formalnej. Na scenie pojawia się wiele charakterów: tytułowy Amerykanin Jerry w wojskowym uniformie, Lise i Milo – dziewczyny o zupełnie różnych osobowościach – oraz całe grupy postaci, jak francuscy malarze, będący lekkoduchami żyjącymi z dnia na dzień. Każdy kostium niesie informację o postaci lub grupie, do której należy.
 

Jakie materiały najlepiej sprawdzają się w tym spektaklu? Czy któryś z kostiumów wymagał nietypowych rozwiązań?

W męskich kostiumach pojawia się wiele wełnianych spodni z domieszką elastanu – eleganckich, klasycznych, a jednocześnie przystosowanych do tańca. Na części tkanin drukujemy wzory charakterystyczne dla lat 50. Są jednak także kostiumy, przy których mogliśmy odejść od realizmu Paryża z połowy XX wieku i pozwolić sobie na odrobinę fantazji, by oddać klimat teatru, w którym występuje jedna z bohaterek.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

Jak układa się Panu współpraca z Krzysztofem Pastorem przy tym projekcie?

Wczoraj podczas próby Krzysztof Pastor zapytał mnie, czy się nie wynudziłem. Odpowiedziałem, że odkąd zacząłem pracować z baletem jako kostiumograf, marzyłem o stworzeniu kostiumów do jego choreografii, zwłaszcza tutaj w Operze Nova.

Zaczynałem 11 lat temu, będąc asystentem Anny Kontek przy balecie „Kopciuszek”. Tam poznałem Małgorzatę Chojnacką, z którą miałem ogromną przyjemność współpracować jeszcze kilka razy. To dla mnie  wyjątkowa znajomość, bardzo cenię Małgosię za jej profesjonalizm i szczere oddanie ludziom, z którymi tworzy za każdym razem wyjątkowe dzieło. Wtedy również poznałem Stefana, jeszcze jako solistę. Niezwykłe jak przez wszystkie te lata nasze drogi się przecinają.

„Amerykanin w Paryżu” nie jest moją pierwszą współpracą z Krzysztofem Pastorem, doskonale pamiętam moment, gdy po raz pierwszy zaprosił mnie do swojego gabinetu – nie posiadałem się wtedy z radości. Jako artysta i jako człowiek jest dla mnie ogromnym autorytetem. Ma wysoką kulturę osobistą, jest uważny i wrażliwy. Ma swoją wyrazistą wizję, ale niczego nie narzuca – przeciwnie, inspiruje i pobudza wyobraźnię. Obdarza twórców zaufaniem, co pozwala mi zdać się na własną intuicję.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

„Amerykanin w Paryżu” to Pana pierwsza wspólna realizacja z Krzysztofem Pastorem w Operze Nova. Jak się Pan tu czuje? Bydgoszcz przypadła Panu do gustu?

Jeszcze zanim Krzysztof Pastor zaprosił mnie do tej współpracy, wczesną wiosną zeszłego roku siedziałem z przyjaciółkami przy stoliku w Młynach Rothera i mówiłem, że kiedyś przyjadę tu - do Opery Nova (uśmiech). Świetnie się tutaj odnajduję. Opera Nova ma wspaniałe zaplecze rzemieślników: krawców, modystki, szewców, perukarki, fryzjerki, makijażystki, garderobiane... To ogromna przyjemność pracować z ludźmi, którym się chce, którzy są aktywni i twórczy. Człowiek cały czas się uczy – ja również staram się czerpać z ich doświadczenia. Bydgoszcz jako miasto nad rzeką jest piękna. Szczególnie urzekło mnie Stare Miasto i Wyspa Młyńska. Bardzo się cieszę, że tu jestem.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

Dodajmy, że ma Pan uroczego towarzysza, który zyskał sympatię nie tylko w pracowni krawieckiej…

Ludwik jest ze mną od roku. To pierwszy pies, który miał zgodę dyrekcji Opery Narodowej na wchodzenie do budynku teatru. Jest kieszonkowych rozmiarów, więc mogę zabierać go ze sobą w podróże, również te służbowe. Gdy miał cztery miesiące, pracowaliśmy już razem w trzech teatrach jednocześnie! W pracowniach teatralnych zawsze świetnie się odnajduje i bywa prawdziwym pocieszeniem dla pracowników.

Rozmawiała Justyna Tota, Opera Nova w Bydgoszczy